| "W średniowieczu to gibelini byli inteligentnymi obrońcami papiestwa." Nicolas Gomez Davila W średniowiecznych sporach pomiędzy papiestwem a cesarstwem współcześni katolicy zwykle instynktownie „wybierają” stronę papieską. W Polsce na dodatek nakłada się na to historia animozji polsko-niemieckich, co sprawia, że w średniowiecznych Pontifeksach widzimy prefigurację Jana Pawła II a w cesarzach „WujkaSamoZło Adolfa”. Konflikt ten jest przedstawiany, jako starcie władzy świeckiej chcącej narzucić Kościołowi swoją zwierzchność. (Z laickiego punktu widzenia, to starcie jest przykładem na złowrogie machinacje Kościoła chcącego zaprowadzić w Europie teokrację.) Pojawiają się nawet twierdzenia, że średniowieczni cesarze chcieli restaurować przedchrześcijańską instytucję króla-kapłana. Istnieją przesłanki do takich twierdzeń. Kiedy chrześcijaństwo osiągnęło sukces w Imperium Romanum nierzadko rządzący byli propagatorami różnorakich herezji i używali do tego aparatu państwowego. Nie mówiąc już o przypadku Juliana Apostaty dążącego do restauracji dawnych wierzeń. Kościół wtedy sprzeciwiał się imperatorom w imię obrony Wiary. Podobnie rzecz miała się dziać w Średniowieczu. Myślę jednak, że warto na owe konflikty spojrzeć z trochę innej perspektywy. Tym, co z perspektywy metapolitycznej szczególnie jest interesujące w sporze pomiędzy władzą kościelną a świecką to problem legitymizacji. W klasycznej myśli chrześcijańskiej Kościół i Cesarstwo były dwoma Słońcami lub Mieczami Ekumeny. W tytulaturze cesarzy rzymskich (bizantyjskich) pojawia się tytuł „równy Apostołom”. Władca był jakby „biskupem zewnętrznym”. Na Zachodzie rytuał konsekracji królewskiej był podobny do konsekracji kapłańskiej. Wskazywało to na fakt, że każda władza pochodzi od Boga. Ale ukazywało także, że władza świecka posiada swoją specyficzną sakralność, która jest zapośredniczona bezpośrednio w świętości Najwyższego Króla. Konflikt pomiędzy Papiestwem a Cesarstwem wprowadza nowy pogląd na charakter władzy świeckiej. Oto jak głoszą zwolennicy papieży władza świecka sama z siebie nie ma żadnej sakralności a otrzymuje ją od Kościoła. I do biskupów, a w szczególności, Papieża zależy legitymizacja władzy królewskiej. Najdobitniej ten pogląd wyraził, uczeń świętego Tomasza z Akwinu, Idzi Rzymianin. W jego koncepcji, choć podkreśla się autonomię władzy politycznej i kościelnej tak naprawdę ona zanika. Z woli Boga suwerenną władzę nad ziemskim globem sprawuje Papież. Władcy świeccy są tylko osobami, którym patriarcha Rzymu zlecił sprawowanie władzy na danym terenie. Papież stoi nad prawem świeckim i może zdjąć każdego władcę z jego tronu. Nie tylko wtedy, kiedy panujący będzie sprzeciwiał się Ortodoksji, ale także wtedy, gdy Pontifex uzna, że w niewystarczający sposób spełnia swoje obowiązki. (Prawdę mówiąc bardziej niż poczynania Hohenstaufów właśnie koncepcja Idziego Rzymianina wygląda mi na starania o przywrócenie przedchrześcijańskiej instytucji króla-kapłana.) Jeżeli chodzi o aspekt polityczno-militarny sporu pomiędzy Kościołem a Pałacem, to bywał on bardzo różny. Jednak można rzec, że na polu intelektualnym stronnictwo kapłańskie odniosło znaczący sukces. Udało się przeforsować przeświadczenie, że władza świecka nie posiada swojej własnej specyficznej sakralności, że musi ona ją otrzymać od Kościoła. Nic, więc dziwnego, że począwszy od Marsyliusza z Padwy pojawiają się myśliciele polityczni, którzy usiłują opracować legitymizację władzy pozbawioną odwołań sakralnych w celu obrony autonomii polityki. Skutkuje to jednak tym, że w końcu zwycięża przekonanie, że sfera polityczna jest w ogóle niezależna od religii. Czego smutne konsekwencje poniósł Kościół w wyniku szeregu rewolucji. Wybitny filozof katolicki Tomasz Molnar przenikliwie zauważył, że chrześcijaństwo w walce z światopoglądem pogańskim wyhodowało wirusa sekularyzacji, który potem obrócił się przeciwko Kościołowi. Sprawa legitymizacji władzy jest jednym z smutnych dowodów na prawdziwość tej tezy. |
| Komentarze: |
| 17.06.2008 :: 12:12 :: 87.205.68.115 sławuś Bardzo ciekawy i inspirujący wpis. Mam jedną uwagę - że w poganskiej starożytności - aczkolwiek ze znamiennym wyjątiem Grecji! - mieliśmy do czynienia nie tylko czy nie tyle z krolami-kapłanami co z krolami - bogami. Zalążek sekularyzacji w chrześcijanstwie (a raczej już mozaizmie) tkwi zatem glebiej - w samej transcendencji Boga. Bog jest siłą pozaświatową, jest nieskonczony dystans miedzy nim a stworzeniem. Krol chrzescijanski i to nie Bog lecz reprezentant Boga. Potem robimy myk za pomocą Rousseau i reprezentant Boga zmienia sie w reprezentanta woli powszechnej. Simone Weil nawet nie zauważyla różnicy, dla niej Rousseau jest chrzescijanin. No i jesteśmy w domu. |
| 30.05.2008 :: 08:36 :: 90.156.32.24 Radosław A więc przystępuję do szturmu. Prawdziwy problemem był sam dwójpodział władzy na świecką i duchowną tym bardziej, że ta druga w kręgu łacińskim miała własne państwo. W kulturze feudalnej wczesnego średniowiecza pojawiła się samoistna potrzeba jakiegoś ideologicznego odróżnienia państwa watykańskiego od innych państw, ponieważ monarchowie i inni suwereni traktowali go jako kolejny łup i stołek dla siebie lub rodziny. Monarchowie faktycznie zainteresowani dobrym stanem kościoła jak przypadek wczesnych Ottonów zdarzali się rzadko. Nie było to całkiem za nic, wiązało się z potrzebą prestiżu. Ratunkiem dla powagi papiestwa i rozwoju pobożności stało sie to, że nie zawsze królowie i feudałowie cieszyli się dobrą opinia u poddanych, obowiązywała też zasada wasal mojego wasala nie jest moim wasalem. Ale w tym celu musiały zostać doceniony lud kosztem możnych i władzy monarszej. Jednocześnie wzrastało w Europie znaczenie miast i chłopstwa, zniesiono feudalizm. Potem zaczęto do niego wracać, zarówno Marsylusz z Padwy jak i inni tego typu filozofowie byli zwolennikami absolutyzmu władzy świeckiej kosztem społeczeństwa. O ile w średniowieczu władza kościelna dawała prestiż o tyle później wraz z rozwojem gospodarczym pojawiły się inne źródła splendoru dla władzy świeckiej. Symbolizuje to niewola awiniońska papieży. Rozpoczął sie długi i smutny proces nieprzemyślanych przez ludzi kościoła decyzji ideologicznych typu skazanie na indeks całego Pascala. Pojawił się izolacjonizm, dopatrywanie się błędów, oczekiwanie, że przodkowie powinni lepiej wiedzieć- jak odczytuje tego posta. Teraz czekam na zasłużony kontratak na tą zuchwałą prowokację. :-)Pozdr. |
| 22.05.2008 :: 20:58 :: 75.127.65.114 Szelest Dzięki Dante za świetny artykuł! |
| 20.05.2008 :: 15:00 :: 88.211.57.30 los Sacrum - swietosc, sacramentum - poswiecenie.Tak bardzo rozne te slowa nie sa. |
| 20.05.2008 :: 09:32 :: 193.201.139.65 Studyta Toż pisałem, że tematyka przeogromna i takie małe wpisiki mogą tylko pewne sprawy zaciemnić… Jasne, że chrześcijaństwo jako takie nie może podlegać autodestrukcji. Ale, jak każda religia, chrześcijaństwo stworzyło również specyficzna kulturę umysłową i filozoficzną, w łonie której rodziły się różne idee, lepsze i gorsze, wśród nich także prądy sekularyzacyjne. O tym właśnie pisze Molnar (i nie tylko on), którego, jak pamiętam, chciałeś kiedyś, wraz z piszącym te słowa, wydać :-) A koronacja oczywiście sakramentem nie jest ale sacrum i sakrament to różne rzeczy. Jak nauczał prezes Ochódzki: nie mylmy dwóch systemów walutowych. |
| 19.05.2008 :: 11:14 :: 88.211.57.30 los A co do kalwinizmu sie zgadzam, tyle ze... w Europie on wiekszej swieckiej roli nie odegral. Bo genewska teokracja imperium jednak nie byla. A luteranizm w praktyce przynajmniej byl zdecydowania gibelinski, nie mowiac o angielskiej via media. |
| 19.05.2008 :: 11:09 :: 88.211.57.30 los Studyta: "proces desakralizacji, do którego - być może - przyczyniły się pewne prądy myślowe istniejące w chrzescijaństwie"Ze w chrzescijanstwo wbudowana jest autodestrukcja jest pogladem bardzo interesujacym ale niestety niezgodnym z moimi przekonaniami religijnymi, wiec nie godzi mi sie go sluchac. Bramy piekielne Go nie przemoga. "Druga sprawa, to autonomiczne sacrum władzy królewskiej." Chyba o cos temu Duchowi Swietemu chodzilo, kiedy przez setki lat wzbranial Papiezom uznania koronacji za sakrament. A naciski byly mocne, nierzadko przy uzyciu ostrych narzedzi. |
| 17.05.2008 :: 20:43 :: 62.21.5.242 DMC Dodałbym jeszcze, ze gdzieś czytałem (nie pamietam gdzie;)), że Kościół promował wizję pochodzenia władzy od ludu (choćby imperator rzymski jako reprezentant ludu), aby sfere sacrum zarezerwować jedynie dla Kościoła. |
| 17.05.2008 :: 19:19 :: 89.76.139.3 Studyta Dante pisze w swoim krótkim wpisie o sprawach, których nie wyczerpie setka książek, więc zachowajmy spokój :-)Losie, co do tytułu "isoapostolos" zgoda, to właściwie synonim łacińskiego "defensor fidei'. Basileus miał być obrońcą i wspomożycielem prawdziwej wiary na terytorium oikumene. Co do protestantów, mam odmienne zdanie. Protestantyzm, szczególnie w kalwińskiej, która okazała się z czasem najbardziej wpływową, odmianie, to augustynizm rozwiniety ad extremum i pozbawiony regulującego wpływu Tradycji. Myślę, że we wpisie tow. Dantego interesujące są dwa momenty: Po pierwsze, opisywany nie tylko przez Molnara proces desakralizacji, do którego - być może - przyczyniły się pewne prądy myślowe istniejące w chrzescijaństwie. Mnie się wydaje, że tak rzeczywiście było, też o tym pisałem na Studionie. Druga sprawa, to autonomiczne sacrum władzy królewskiej. Autonomiczne, a więc istniejące nawet bez namaszczenia Kościoła, choć to namaszczenie nadało mu na pewno nowy wymiar. Myślę, że ono istnieje, tak jak istnieje i działa łaska Boża także wśród pogan. Dużo pisał o tym Jean-Paul Roux w książce "Król", która jest chyba bliska Panudantemu. |
| 16.05.2008 :: 20:59 :: 85.198.198.234 aillinne Tja... a dziś nam na zajątkach truli, jak to dobrze i świetnie, taki rozdział państwa od Kościoła.I Davila nazywa gibelinów obrońcami papiestwa, bo uznawali władzę królewska za sakralną per se? I przez tych "wstrętnych" gwelfów muszę teraz wysłuchiwać tekstów w stylu: " A co księża mają do powiedzenia w tej sprawie? To polityka nie religia!" |
| 16.05.2008 :: 15:48 :: 88.211.57.30 los Studyta: Czekam teraz na szturm frondo-gwelfówMelduje sie. A dwa kluczowe zdania sa w twym tekscie. Jedno to - "W tytulaturze cesarzy rzymskich (bizantyjskich) pojawia się tytuł 'równy Apostołom'”. Owoz - cesarz rowny Apostalom nie byl. Cesarz jest raczej diakonem (po gracku - sluzacy) - czlowiekiem, ktory ma sie troszczyc o strawe i porzadek, kiedy duchowni zajma sie rzeczami wyzszymi. Jest nawet odpowiedni fragment Dziejow Apostalskich. Drugie zdanie - "Na Zachodzie rytuał konsekracji królewskiej był podobny do konsekracji kapłańskiej." Podobny, a wiec nie byl nia. Byl czyms nizej. Koronacja udawala sakrament i im bardziej udawala, tym bardzije bylo widac, ze nim nie jest. Wzniosl ja do rangi sakramentu (w swym rozumieniu) dopiero... Henryk VIII Tudor. Nie da sie schowac - Reformacja to bylo zwyciestwo gibelinow. I porazka chrzescijanstwa. |
| 16.05.2008 :: 15:40 :: 194.1.153.3 Wieslaw Ja go czytam z prawdziwa przyjemnoscia |
| 16.05.2008 :: 11:36 :: 82.160.33.4 Przeceniasz popularność mojego bloga. |
| 16.05.2008 :: 10:46 :: 193.201.139.65 Studyta Czekam teraz na szturm frondo-gwelfów. |
| ownlog.com :: Wróć |