„W południe w hotelu „Continetal” wraz ze swoją kompanią objąłem wartę główną. Przedtem odprawa na avenue Wagram. Przy tej okazji kazałem wykonywać chwyty, które ćwiczyliśmy przez miesiąc, i potem przemaszerować krokiem defiladowym koło Grobu Nieznanego Żołnierza. Przeszliśmy obok pomnika Clemenceau, który dobrze te rzeczy przewidział. Kiwnąłem mu głową, jak to bywa między augurami.”
Ernst Jünger "Promieniowania”

Od dłuższego czasu ten fragment nie daje mi spokoju, a konkretnie ostatnie zdanie. O co mogło chodzić EJ? Augurowie byli w starożytnym Rzymie kapłanami wykonującymi rytuał auspicjów. Z lotu drapieżnego ptaka wróżyli czy dane przedsięwzięcie jest zgodne z wolą bogów. W jakim sensie francuski polityk i niemiecki żołnierz-pisarz mogą być w epoce laicyzacji augurami? Czy chodzi o fenomen wojny? Według Rivarola- „Wojna jest sądem królów; zwycięstwa to jego wyroki”. W czasach spełnionej nowoczesności odnosi się to do państw. Można też powiedzieć, że skoro konflikt zbrojny jest przedłużeniem dyplomacji, to polityka jest stanem wojny o różnym natężeniu. Tak, więc ci, którzy się nią zajmują są kimś w rodzaju członków kasty kapłańskiej wtajemniczonych w arcana nieznane ogółowi. Ilu takich augurów mamy w obecnej klasie politycznej?
Nie wiem tylko czy dobrze odczytuję ten fragment. Czy mnie nie mylą poruszenia mej duszy?

Idąc dziś przez Włość usłyszałem nad głową coraz bardziej narastający dźwięk. Uniosłem oczy ku niebu by napawać się widokiem lecącego samolotu. Jego drapieżna sylwetka od razu zdradzała militarny charakter. Odprowadzałem go wzrokiem aż zupełnie zniknął w chmurach. Pomyślałem, że życie człowieka sprzężonego w tej chwili z tą maszyną musi być o wiele pełniejsze. Samolot stał się symbolem sensu, którego nadal nie mogę uchwycić. Cichnący odgłos jego silników, był jak grzmot, który czułem całym swym wnętrzem. Jak wezwanie na bitwę, na którą wiesz, że musisz się stawić, ale coś pęta ciebie i nie możesz ruszyć ku swemu przeznaczeniu.

W ostatnim numerze „Nowej Fantastyki”, w tym samym, w którym przeczytałem opowiadanie „Szamanka”, znajduje się także historia z mojej parafii- „Emigrant” Jarosława Dereweckiego. Słowiańska demonologia w scenografii cyberpunkowej, Kozacy na Harleyach uzbrojeni w szable i nowoczesną broń palną odprawiający wielogodzinne modły w cerkwi przed walką z czartem- to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Trochę to przypomina prozę Andrzeja Pilipiuka, który zresztą jest mentorem Dereweckiego. Oby więcej takich opowiadań.

Nie tylko grzmot samolotu sprowadził dziś do mnie niepokój. Fragment zachwalanego przeze mnie „Emigranta” nasunął mi niewesołe myśli. Dziewczyna bohatera opowiadania zdradza go z demonem, co zresztą kończy się dla niej tragicznie. Wiążąc się z kimś wystawiamy się na możliwość, że ta osoba może nas zranić. Tak samo zresztą i my możemy to zrobić. W każdym z nas jest ten obszar cienia, który przy pewnych okolicznościach może stać się naszym przewodnikiem. Można wybrać życie w samotności, ale byłby to wybór podyktowany strachem. Żyłoby się tak jakby nastąpiły wszystkie możliwe zranienia, choć w rzeczywistości by nie zaistniały. Człowiek nie jest samotną wyspą a bycie z innymi jest oddawaniem im swego życia. Mam teraz czas by, choć trochę, nauczyć się umierania dla innych.

Od kuzyna pożyczyłem komiksy o Silver Surferze i Fantastycznej Czwórce, a w kiosku zakupiłem najnowszy numer „PRO FIDE, REGE, et LEGE”. Heroiczne wyczyny i rozważania o filozofii politycznej pomogą mi ukoić smutek i z większą dzielnością spojrzeć na życie.









Komentarze:
ownlog.com :: Wróć