Link 19.12.2005 :: 14:43 Komentuj (4)
Pod wpływem rodzinnej tragedii osób mi bliskich naszła mnie między innymi pewna refleksja tycząca się roli medycyny w współczesnym społeczeństwie. Bardzo podkreśla się jej zbawienną rolę. Przekonuje w różnoraki sposób, że dzięki niej nie czeka nas los przeszłych pokoleń, które były bezbronne wobec różnorakich schorzeń. Jej dobrotliwa opieka zapewnia nam wyjątkowe bezpieczeństwo. Większość z nas jednak nie dostrzega, że owa ochrona jest tak naprawdę swego rodzaju tyranią. Nowoczesna medycyna jest, bowiem jednym z elementów dehumanizacji i agresji techniki w sferę człowieczeństwa. W dawnych złych i ciemnych wiekach podstawową zasadą medycyny było przeświadczenie, że człowiek jest odbiciem Kosmosu, zaś choroby to zakłócenie porządku. Leczenie polegało przede wszystkim na przywróceniu harmonii elementów znajdujących się w człowieku. W dzisiejszych dobrych i jasnych wiekach uważa się, że choroby wywołują czynniki przychodzące z zewnątrz człowieka lub defekty jego konstrukcji genetycznej. Medycyna jest, więc swego rodzaju techniką militarną i architektoniczną. Człowiek staje się materiałem biologicznym, który można przebudowywać lub, który jest polem bitwy. Liczy się przede wszystkim skuteczność. Skoro jest problem znajdźmy procedury na jego rozwiązanie. Wszystko zostaje uproszczone począwszy od źródła choroby aż po jej leczenie. Nie ma tu miejsca na coś takiego jak duchowe przyczyny schorzeń (to jest zabobon). Trzeba znaleźć mikroba, który zainfekował organizm i poczęstować go naszą kolejną bombą M (jak medycyna). Jeżeli nie można dokonać jakiejś operacji na pacjencie, to zaczyna się problem- jak leczyć to, co nie uleczalne. Nic dziwnego, że wśród lekarzy coraz częściej poparcie zyskuje eutanazja. Zwłaszcza, że logika podpowiada, że niektóre części zamienne z tych nieuleczalnych mogą zostać jeszcze wykorzystane, tak, więc ich śmierć nie będzie daremna. Technika, zyski i straty, liczby i materiały. Powoli wchodzimy do Nowego, wspaniałego świata. Przysięga Hipokratesa staje się nic nieznaczącym tekstem. Jej twórca i obecni lekarze wywodzą się z dwóch różnych światów.
Oglądnąłem w końcu „Blade: Trinity”. Nie powiem niezłe kino akcji z wampirami. Lubię takie filmy. Przede wszystkim efektowna nawalanka, ale i do myślenia się coś znalazło, choć raczej to nie było zamierzonym działaniem twórców tego obrazu. Na kilka dni przed zobaczeniem tego filmu zapoznałem się, bowiem z artykułem Gianluca Casseri „Dracula- wojownik Wotana” (dzięki Satu), z internetowej strony Centrum Studiów Runa. Jego teza polegała na tym, że mit Draculi ma swoje źródło w nordyckich mitach. Wampir byłby swego rodzaju wersją wojowników Odyna- berserkerów. Casseri próbuje jakoś zbudować pomost pomiędzy Dakami, przodkami Rumunów, a nordycką Północą, ale według mnie nie za bardzo mu to wychodzi. O wiele bardziej trafną intuicje mają filmowcy amerykańscy. Grobowiec, w którym spoczywa Dracula umieszczają na Pustyni Syryjskiej. Łączą postać księcia wampirów z filistyńskim demonem Dagonem (chociaż tu pewno chodziło im raczej o pewną zbieżność imion, Dagon był demonem morskim). Nadanie azjatyckiego charakteru genealogii Draculi jest bardziej trafione niż na siłę wpychanie go w nordyckie legendy. Po za tym Jean Paul Roux w swej znakomitej książce „Krew- mity, symbole i rzeczywistość” wykazał, że we wszystkich mitologiach świata pojawiały się istoty żywiące się krwią. Mamy tu, więc do czynienia z fenomenem ponad kulturowym. Wszędzie, bowiem krew jest symbolem odnoszącym się zarówno do najświętszych jak i najmroczniejszych elementów naszego świata.
Ciekawe są też metapolityczne refleksje związane z tym filmem. W filmie łączy się księcia wampirów z starożytną Sumerią, ale jego grobowiec znajduje się na terenie Iraku- kraju o indoeuropejskiej kulturze. Niektóre wypowiedzi Draculi wskazują na to, że wyznaje on etos wojownika. Cała trylogia Blade opowiada o walce samotnych Amerykanów przeciwko wampirzej inwazji, która podstępnie zagarnia ich kraj. W trzeciej części mamy już do czynienia z ruchem oporu, który działa na takiej samej zasadzie jak obecna amerykańska antysystemowa prawica- „opór bez liderów”. Można, więc powiedzieć, że jest to obraz ukazujący starcie dwóch wrogich cywilizacji. Rosyjski myśliciel Wadim Sztiepa uważa, że można zaobserwować w Ameryce zjawisko odrzucania europejskiego dziedzictwa na rzecz prekolumbijskich wierzeń. Symptomami tego mają być między innymi pogańskie wpływy w kulturze młodzieżowej (black metal, hip-hop, techno), kult seryjnych morderców, New Age. Doprowadzi to w końcu do wskrzeszenia czegoś na kształt azteckich wierzeń na terenie Ameryki. W pewien sposób, więc komiksowo-filmowe zmagania Blade z wampirami ukazywałyby ten proces. Wampiry to strupieszała kultura indoeuropejska (Wadim Sztiepa uważa obecną Europę za martwy kontynent) chcąca wykorzystać siły witalne młodej cywilizacji amerykańskiej. I Europa i USA miotają się dziś w poszukiwaniu swej tożsamości i celu swej egzystencji. Jeżeli nie uda im się pozytywnie odpowiedzieć na to wyzwanie zostanie im demoniczna egzystencja, którą zakończą barbarzyńcy ciosem miecza.


