Link 10.03.2005 :: 00:09 Komentuj (2)
Znowu czytam "Sztukę wojny" Sun Tzu. Traktat ten jest uznawany na świecie za jedno z najlepszych dzieł poświęconych strategii. Jednak jego zalecenia nie są stosowane tylko w sprawach wojskowych. Już w starożytnych Chinach rady Sun Tzu stosowano w administracji, ekonomii a nawet w sprawach osobistych. Dzisiaj "Sztukę wojny" czytają biznesmeni, dyplomaci i wyżsi oficerowie na całym świecie.
Jedną z podstaw strategii Sun Tzu jest osiąganie celów przy jak najmniejszym użyciu przemocy. Walka wojskowa jest ostatecznością. Najprzód powinno się używać metod dyplomatycznych oraz należy uniemożliwiać realizację strategii strony przeciwnej. A nawet, jeżeli już dojdzie do użycia wojska należy tak działać by siły własne, ale i przeciwnika poniosły najmniejsze straty. W czasie konfliktu ważne jest by zmylić wroga tak by ten zaczął wykonywać takie ruchy, które pozwolą na realizację naszej strategii. Narzucić przeciwnikowi swoją wolę- oto podstawowy warunek zwycięstwa. Patrząc w ten sposób na wojnę możemy zobaczyć prawdę, która jest wyrażona w sposób symboliczny w mitach greckich. Oto na Olimpie jest dwoje bogów zajmujących się wojną- sowiooka Atena i dziki Ares. Pallas uosabiała strategię, siłę rozumu, który poskramia wojenny szał. Natomiast Ares jest uosobieniem niszczenia i zabijania. Reprezentuje nieposkromioną agresję. Kocha wojnę dla niej samej, a u jego boku kroczy złowroga Eris (Niezgoda). Nie da się wyeliminować wojny, czy też szerzej ujmując konfliktu, z naszej rzeczywistości, a skoro tak to mamy do wyboru dwie drogi. Albo podążymy za Sun Tzu, Ateną i Machiavellim by poskromić chaos albo oddamy się ścieżce Aresa i będziemy się upajać bitewną ekstazą, która zaprowadzi nas kiedyś ku zagładzie. Nie oddając się mrzonkom o wiecznym pokoju nie musimy stać się ofiarami naszych mrocznych żądz.
Zastanawiające jest jak bardzo lubimy wysłuchiwać o mrocznych sekretach naszych bliźnich. Z czasów studenckich mam takowe wspomnienie. Jeden z moich kolegów z roku tak określił T.S.Eliota- "Bardzo dobry poeta z nudnym życiorysem". No tak na podstawie jego życia nie da się nakręcić takiego filmu jak "Całkowite zaćmienie". Co innego gdyby pił, ćpał czy pie... się z młodymi chłopcami na East Endzie. Wtedy byłby cool. Ciekawe tylko czy wtedy byłby tak dobrym poetą? Być może tak. Jednak ja przychylam się do zdania J.R.R.Tolkiena, że dobry twórca jest nim pomimo swych słabości. Twórczość wypływa z nieskażonych, że użyję tego niemodnego słowa, grzechem pokładów ludzkiej duszy.
Zaczynam się chyba starzeć. Nie dość, że sprawy tego świata stają się dla mnie męczące, to jeszcze zaczynam u siebie obserwować początki skłonności charakteryzujących starszych panów. Ostatnio śniło mi się, że podrywają mnie dwie szesnastolatki. Bardzo mi się to podobało, że para tak młodych i uroczych dziewcząt mnie adoruje. Zaczynam się zamieniać w obleśnego starucha.


