Wynurzeń osobistych ciąg dalszy.

Ostanio dzięki mojej Rodzince mogłem spędzić trochę czasu nad morzem. Drogę do Pogorzelicy pamiętam bardzo dobrze. Za młodszych lat często jeździliśmy nią do Babci. W pewnym momencie powiedziałem do kuzynostwa, że czuję się jak w podstawówce, siedzę na tylnim siedzeniu i obserwuję krajobraz tyle razy przeze mnie widziany. Jak jeszcze Paweł włączył solową płytę Tomka Budzyńskiego to w ogóle odbyłem małą podróż sentymentalną. W jego muzyce i tekstach jest wiele takich znaków związanych z mym dzieciństwem i wczesną młodością:
"Butenko, beret, pustynie
A średniowieczny wiatr
Bazyliszki ku nam śle
W łodzi podwodnej cicho śpią
Otokar Balcy i Alojzy Mol"
Znowu zanurzyłem się w trochę zapomnianych rejonach mojego prywatnego kosmosu, np: wioski Grabowo i Łęczyca. W dzieciństwie byłem święcie przekonany, że w pierwszej urodził się Zawisza Czarny zaś ta druga to miejscowość w której mieszka diabeł Boruta. A ile miejsc odgrywał sad mojej Babci, ile się tam rozegrało dramatycznych historii, których rozmach przyćmiewa niejedną filmową superprodukcję. Ja się naprawdę starzeję skoro już sobie urządzam takie mentalne podróże sentymentalne.
Nad morzem było super. Kroczenie na bosaka po plaży i moczenie nóg w morskiej wodzie to są zajęcia jak najbardziej odprężające. Nie obyło się również bez uwag na temat mojego stanu cywilnego. "Wicie rozumicie nad morzem jest trochę samotnych kobiet szukających swojej drugiej połówki albo przynajmniej romantycznej przygody." Na szczęście skończyło się na żartobliwych uwagach. Z jednej strony jest tak jak napisałem w poprzedniej notce, ale z drugiej nie po to sobie odbudowuję swoją wewnętrzną przestrzeń, żeby teraz zniszczyła ją kolejna "lala" ze swoimi roszczeniami.
Sierpień powoli się kończy. Zbliża się wrzesień a z nim jesień. Przypomina mi się się moja notka o miesiącach z pamiętnika, roku 1999. Oto ona: "Czerwiec-lipiec jest czasem niesłychanego wzrostu. Szybciej krążą soki i krew. Jesteśmy świadkami potężnego ruchu życia, przekształcania, rozrodu. Czas słóńca. Sierpień-wrzesień to wejście w obumieranie. Następuje przesyt bujnością życia. Pojawią się pierwsze oznaki śmierci, krótsze dni. Czas księżyca." Dwa lata później można by rzec, że doświadczyłem tego obumierania na sobie radykalniej. I wtedy przemówiły do mnie dwa wiersze Rainera Marii Rilkego. I towarzyszą mi do dzisiaj jak proroctwo i pocieszenie.





Komentarze:
13.11.2004 :: 19:34 :: 217.113.225.231

SATU

Wspominasz w blogu o Łęczycy i diable Borucie... moja babcia mieszka niedaleko Łęczycy, i często tam bywam, a imprezy na zamku są rewelacyjne. PS: Jakie to wiersze?
29.08.2004 :: 16:39 :: cpp201.neoplus.

Black Angel

"Podobno" to dobrze powiedziane. Za specjalnie starą się nie uważam, ale odczuwając niepewność co do przyszlości dość często wracam do wspomnień - są jedyna stalą w życiu. No i dodają otuchy. Przynajmniej mi. Odrywają nieco od dnia dzisiejszego. Dają świadomość, że wszystko minie, przedewszystkim złe momenty. Tak mi sie wydaje. Ale moge sie mylić.

;>
26.08.2004 :: 23:33 :: 82.160.33.3

anarcha

Do arahji: Witam i dziękuję za uznanie. Chociaż z tym spokojem to może być różnie.
Pozdrawiam
26.08.2004 :: 23:31 :: 82.160.33.3

anarcha

Do toczegoniema: Hmm, a ja myslałem, że jest to jednak oznaka starości. Młodość podobno skupia się na przszłości. Tak a`propo to w książce którą teraz czytam znalazłem coś takiego: "Powiadają, że prawdziwą ojczyzną człowieka jest jego dzieciństwo...."
26.08.2004 :: 18:38 :: ato141.neoplus.

arahja


Witam.
Jestem tu pierwszy raz. I zaglądać będę częściej. Taki tu spokój.
Kołyska dla mysli.
Pozdrawiam.



25.08.2004 :: 18:15 :: s1p3.krak.tke.p

toczegoniema

e tam. sentyment do przeszłości to nie oznaka starzenia sie (;

i... w sumie nie mam wiecej nic do dodania.
ownlog.com :: Wróć