Link 05.12.2006 :: 13:32 Komentuj (4)
Na początek Adwentu kilka myśli Gustave Thibona.
Paradoks miłości: zbieżność konieczności i cudu. To „zupełnie naturalne”, że Ciebie spotkałem, w tym sensie, że spotkanie było odpowiedzią na moje najgłębsze, naturalne pragnienia, ale było ono również objawieniem się tego, co nieprzewidywalne…..
Miłować w prawdzie. Być może polega na pogodzeniu się z tym, że będzie się nieustannie siać i nigdy nie zbierze się plonów.
Przyszłość i wieczność. Jak oddzielić słowa: „Na zawsze”, tak ochoczo powtarzane przez kochanków, od nieszczęsnego przemilczenia, które prostytuuje wieczność w czasie: „Do jutra”?
Poszukiwanie oryginalności- oznaka zapomnienia o źródle.
Religia dnia wczorajszego: ciasnota nietolerancji i tego, co nie do tolerowania, „lud wybrany”, „poza Kościołem nie ma zbawienia”, podejrzliwość, jeśli nie odrzucanie tego wszystkiego, co wykracza poza definicje dogmatyczne lub socjologiczne ramy instytucji- słowem, przytłaczająca dominacja partii „wielkiego zwierzęcia” w Państwie Bożym. Ale równocześnie fascynująca głębia: dogmaty otwarte na nieskończoność, blask obrzędów, promieniowanie świętych.
Religia dnia dzisiejszego pozbyła się ciasnoty, lecz kosztem głębi. Ekumenizm „powszechnie szeroki”, miłosierdzie rozwodnione przez płaski humanitaryzm, zamiast wykluczania- zamieszanie, uniwersalizm z nieprawego łoża zamiast partykularyzmu, który wszakże tkwił korzeniami w autentycznym uniwersalizmie i który wprawdzie kneblował usta („Jeśli oko jest ci powodem do grzechu…”), ale też był bliższy w ą s k i e j d r o g i Ewangelii, drogi prowadzącej do ojczyzny bez granic. I oto na otwartej dziś, szerokiej drodze kręcimy się w kółko….


