Link 04.12.2004 :: 00:46 Komentuj (3)
Kiedyś pod wpływem sercowej klęski zacząłem pisać wiersze. Po jakimś czasie poetycka pasja przemineła, a większość moich utworów okazała się być niezbyt dobrych . Trzy wiersze, które prezentuję poniżej uważam za w miarę udane . Na tyle by można było zaryzykować publiczne ich wystawienie.
Jestem poszukiwaczem
szczęśliwych zakończeń,
co nigdy się nie skończą
przekleństwem
i trzaskiem drzwi zamykanych
***
Jestem tu
na zwyczajnej ziemi
Krokami
odmierzam
odległość
od grobu
by Jego
stało się
Królestwo
*******
Snem nasze życie
Myśmy pielgrzymami
przez senne krainy
Głupcem ten
co materii mary
używa by dom
swój zbudować
Obok moich wypocin kilka cytatów z ksiąg użytecznych.
"Anarchista buntuje się przeciw "niesprawiedliwości" współczesnego świata, przeciw "nędzy", "wyzyskowi", "zniewoleniu"... Anarcha buntuje się natomiast przeciw całemu światu, całemu systemowi współczesnej cywilizacji. Anarcha ma odwagę powiedzieć "nie" wszystkim normom, zasadom i wartościom, w które wierzy zdegenerowana ludzkość. Anarcha odrzuca z pogardą "prawa człowieka", "wolność", "demokrację", "pokój", "humanizm", "miłość", "tolerancję". "braterstwo", "równość" i wszystkie inne fetysze i magiczne zaklęcia naszych czasów. Anarcha nie chce nikogo przekonywać, nie chce nikogo prowadzić ani porywać do walki... Anarcha jest samotnikiem, jest samotnym myśliwym wędrującym po bezdrożach chaosu, Anarcha to samotny wilk - nie potrzebuje wyznawców, obca jest mu i wstrętna mentalność stada. Anarcha nie chce niczego ulepszać ani tworzyć nowych światów. Dla Anarchy wartość ma tylko jego bunt - bunt będący wyrazem jego najgłębszej istoty, Anarcha pragnie tylko niszczyć murszejący porządek rzeczy, pragnie przyspieszyć procesy upadku, chce aby ostateczna pożoga ogarnęła świat, by wreszcie ponad zgliszczami mógł powiać mroźny podmuch Nieznanego...".
Ernst Jünger
"Konfucjańska relacja wzajemności: dobroć księcia- oddanie poddanego jest rzeczywiście podstawą harmonijnego życia społecznego. Przekładając ją na język współczesności powiemy: dobroć parlamentu- oddanie obywatela. Nieprawdaż, że brzmi to zabawnie? ( A tak na marginesie- czyż nie miał racji mądry Ezra Pound zalecając Europejczykom lekturę Konfucjusza? )"
"Lewiatan i jego wrogowie. Szkice postkonserwatywne" Jarosław Zadencki
"(...) człowiek jest osadzony w naturalnym środowisku, w którym znajduje swe główne symbole."
Jean-Paul Roux "Krew. Mity, symbole, rzeczywistość."
"My wszyscy spadkobiercy wieku XIX jesteśmy w większym lub mniejszym stopniu materialistami. Jeśli nam się ukaże w przyrodzie lub instynkcie ludzkim najgrubsze zarysy faktów "natury duchowej", zaraz uważamy, że znaleźliśmy ich wyjaśnienie. To co najniższe, wydaje się nam najprawdziwsze. Przesądem naszego czasu jest sprowadzanie rzeczy wzniosłych do niskich. Ten dziwny błąd myslenia uznaje za wystarczającą przyczynę najprostszy konieczny warunek. Mówi się, że jest to sposób naukowy i że tak trzeba, by uwolnić umysł od złudzeń spirytualistycznych. Lecz ja z trudem przyswajam sobie sens takiego wyzwolenia, które polega na tym, by "wyjaśnić" Dostojewskiego odwołując się do epilepsji, a Nietzschego przez syfilis. Dziwna metoda wyzwalania umysłu w ten sposób, że zaprzecza się jego istotności."
Denis de Rougemont "Miłość a świat kultury zachodniej"
Link 06.12.2004 :: 00:32 Komentuj (5)
Życie jest zupełnie nieprzewidywalne. Pisałem notkę na bloga i potrzebny był mi cytat z pewnego, jak dla mnie zabawnego, tekstu. Nie mogłem go znaleźć więc postanowiłem poszukać go w sieci. W czasie tych poszukiwań trafiłem na stronę "kochających inaczej" tudzież na stronę wielbicieli mrocznych odmian metalu i odmiennego od katolicyzmu wartościowania moralnego. Zapoznanie się z ich zawartością utrzymało mój jakże mało optymistyczny stosunek do ludzkości. Teraz w Polsce mamy coś na kształt małej epidemii marszów, imprez i konferencji poświęconych "tolerancji", "równemu statusowi", "przeciwdziałaniu dyskryminacji". Śmiem jednak twierdzić, że za tymi szczytnymi hasłami stoi nic innego jak chęć władzy. Przy czym nie chodzi tu o zwyczajny TKM i skok na kasę. Tu chodzi o rewolucję, o swobodną moc kreowania przestrzeni społecznej. Dlatego ci którzy maszerują pod tęczowymi sztandarami nie powinni się dziwić, że lecą na nich nie tylko wyzwiska, ale też i zgniłe owoce tudzież kamienie. To jest typowy element rewolucji czy walki o władzę. Doprawdy wstyd towarzysze, że chowacie się za kordonem policji zamiast rwać bruk i zdecydownie dawać odpór "ciemnogrodowi". Czasy mamy jednak tak marne, że i rewolucjoniści zeszli nam na psy. Na stronach internetowych, które odwiedziłem widać, że zbuntowanym przeciw katolstwu nie brakuje wigoru i gdyby tylko mogli urządziliby raj na ziemi. Oczywiście tylko dla swoich dla innych byłoby piekło. Naprawdę nie rozumiem dlaczego miałbym jakoś "moralnie różnicować" neopogan, metalowców, czy jakiś innych odlotów i walczących o "równość" gejów od Rodziny Radia Maryja. Zgoda różnią się stylem i ideologią, ale tak poza tym to są to po prostu ludzkie stada, które walczą o opanowanie jak największej przestrzeni życiowej. I jedni i drudzy używają do tego różnych środków w tym także takich, które są powszechnie uznawane za niemoralne, ale jakoś są skuteczne w walce (więc czemu ich nie użyć?). Dlaczego miałbym pobłażać tym pierwszym? Bo są bardziej trendy?? Potrafią być równie prymitywni co ich adwersarze. A ich rozumienie tolerancji polega na tym, że ten jest tolerancyjny kto się z nami zgadza, a jak nie to jest nietolerancyjny.
Oczywiście nie piszę tego wszystkiego w imię utopii bycia bezstronym obserwatorem. Tak jak Nietzsche uważam, że jest to niemożliwe i trzeba stanąć po czyjejś stronie. Chociażby po swojej. I tak jednak co jakiś czas z powodu wojennej zawieruchy,nieodłącznego elementu ludzkiego bytu, trzeba dołączyć do jakiegoś stada. Tak się składa, że watahy, które wspieram są w konflikcie z "odlotowo- gejowskimi" hordami. Jednak wkurza mnie także po mojej stronie stosowana taktyka demonizowania wroga tudzież pomiatanie nim. Nie podoba mi się to. Chociaż jestem skłonny za to chowanie się za policyjne kordony i notoryczne kreowanie się na ofiary przyznać temu towarzystwu większą dozę szyderstwa.
Notka która się miała tu pojawić zostanie opublikowana w późniejszym terminie. A poszukiwany tekst znalazł się na dysku mojego "PieCa". Może go kiedyś w całości na blogu umieszczę.:]
Link 18.12.2004 :: 02:28 Komentuj (2)
Życie naprawdę jest nieprzewidywalne. Budzi się człowiek rano myśli, że wie, co będzie robił przez cały dzień a tu jeden telefon burzy mu cały plan i trzeba się tarabanić do jakiegoś miejsca, o którym można powiedzieć, że jest "dziurą zabitą dechami". Tam zaś spotyka się tak miłych i sympatycznych ludzi oraz odczuwa się prawdziwą świąteczną atmosferę, że uważa się, że dzień jest jednym z najlepszych w życiu. I kiedy po tym wszystkim, późnym wieczorem siada się do komputera dostaje się wiadomość od kogoś, kogo się bardzo lubi o tym, że ten ktoś bardzo cierpi i wtedy jest już tylko smutek.
Przedświąteczna gorączka dobija mnie. Te całe zabieganie wokół porządków i całej tej reszty. Tak się zastanawiam czy istnieje zależność pomiędzy zwiększonym akcentem na zewnętrzny sztafaż świąt a brakiem zainteresowania duchowym ich wymiarem.
To, co zresztą się teraz robi ze Świętami Bożego Narodzenia to jest dla mnie zgroza. Z miłą chęcią skazałbym na pręgierz tudzież chłostę tych speców od reklamy, co wykorzystują te święta w celach komercyjnych. Mam ochotę schować się pod choinką z książkami Tolkiena i przeczekać cały ten burdel.
"Cele komercyjne"- dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że to wyrażenie można odczytywać dwojako.
Ostatnio mam kłopoty ze wstaniem. Bardziej pociąga mnie kraina snów niż nasza rzeczywistość. Tak się nawet zacząłem zastanawiać na materią naszych snów. Oczywiście mądrzy panowie od nauki powiedzą, że to tylko jeden z mechanizmów naszych mózgów. Mi to jednak nie wystarcza. A może nasze sny to brama do innej rzeczywistości? Może śniąc, chociaż na chwilę zupełnie nieświadomie tworzymy jakieś alternatywne światy? Tu jednak włącza się mój autosceptycyzm. Moje rozważania o snach są swego rodzaju formą ucieczki od rzeczywistości, z którą nie mogę sobie poradzić. I chociaż moje hipotezy są jedynie karkołomnymi konceptami nadającymi się wyłącznie na fabularną zabawę, to nie pozbawia mnie to cennej rzeczy- śnienia.
Co zaś do tej rzeczywistości, z którą nie mogę sobie dać rady, to ostatnio czytałem zwierzenia dwojga moich znajomych. Przy ich przeżyciach mogę stwierdzić, że ja nie mam żadnych poważnych problemów. Niestety jest to pomocne na krótką metę. Zaraz potem znowu ogrania mnie smutek i zniechęcenie. Za bardzo zapatrzyłem się w siebie. Teraz rozumiem, dlaczego w niektórych pismach o duchowości smutek jest nazywany grzechem. Jak wykopać samego siebie z własnego ego? Jak przebić się przez siebie i dostrzec większą ilość pozytywów?
Link 24.12.2004 :: 14:13 Komentuj (4)
Uratujmy Święta Bożego Narodzenia
Pomimo świątecznych reklam, światecznych promocji i wyprzedaży, choinek, które pojawiają się w listopadzie na sklepowych wystawach, domowych porządkach, wymuszanych uśmiechów i serdeczności postarajmy się dotrzeć do tego co naprawdę jest esencją świąt. Bez nich nasze życie zamieni się w wyścig szczurów. Spróbujmy zrozumieć święta a być może zrozumiemy nasze życie.
Wszystkim, którzy odwiedzają mojego bloga życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Obyście spędzili je otoczeni kochającymi Was ludźmi.
Link 31.12.2004 :: 17:58 Komentuj (3)
Rok 2004 żegnam bez żadnego żalu, rok 2005 witam bez entuzjazmu. Zapewne będzie tak jak dotychczas i ta cała ludzka komedia będzie wywoływać u mnie napady wściekłości, przewlekłe stany pesymizmu, ataki głupawki-śmiechawki i coraz długotrwałe okresy znudzenia przerywane parkosyzmami przyjemności. Zapewne pozostanie mi, jak to ujął Książe Poetów, krzepiąca świadomość, że jestem sam. No cóż jak to ujął ktoś inny: “Nie mam żadnych szans, ale muszę je wykorzystać”.


