Link 23.06.2009 :: 14:07 Komentuj (25)
Dlaczego polscy monarchiści powinni być republikanami?
Bardzo lubię czytać książki francuskiego pisarza Jeana Raspaila. Czytając je czuję pewne powinowactwo ideowe z owym autorem. Dotyczy to także jego powieści królewskich („Sire”, „Król zza morza”). Aczkolwiek jest pomiędzy mną a Francuzem poważna różnica. Rzeczpospolita nie dorobiła się takiej mistyki królewskiej jak Królestwo Francji. Bardzo mocno ubolewają nad tym polscy monarchiści. Niektórzy nawet posuwają się do tezy, że gdyby Polska posiadała taki model monarchii jak Francja to uniknęłaby swojego smutnego rozbiorowego losu. (Sam kiedyś wyznawałem ów pogląd.) Ciekawe jest to, że jest to pogląd zbieżny z opiniami głoszonymi przez osoby, które monarchiści chętnie osądzają od czci i wiary. Chodzi mi o tezy stwierdzające, że stan Polski jest fatalny gdyż, „nie było u nas mocnego mieszczaństwa”, „protestantyzm był słaby”, „nie ma tradycji liberalnych”, ogólnie nie było u nas jak na Zachodzie. A do tego twierdzenia można też sprowadzić pretensje panów monarchistów. Oczywiście każdy sobie inaczej ten Zachód definiuje, ale ogólnie jedni i drudzy nie za bardzo dobrze się czują z tutejszą specyfiką. To, co dla jednych jest ciemne i wsteczne to dla drugich jest zbyt demokratyczne. Skupiając się na owym demokratyzmie są też i tacy w naszym pięknym kraju, którzy odnoszą się z afirmacją, co do staropolskich porządków politycznych widząc w nich zapowiedź nowożytnego porządku politycznego. Owi republikanie (tak jak niektórzy monarchiści) lubią twierdzić, że Rzeczpospolita zwłaszcza po śmierci ostatniego z Jagiellonów nie była monarchią tylko republiką z dożywotnie wybieranym prezydentem. Tyle, że akurat specyfika dziejowa kazała tego prezydenta koronować i nazywać królem. A tymczasem prawdziwi króle to na Zachodzie byli. Tymczasem myślę, że owym dżentelmenom brakuje elementarnego zrozumienia, czym jest monarchia. Tyczy to się także panów monarchistów. Żeby sobie uświadomić, czym w swej najgłębszej istocie jest królestwo odwołam się do przywołanego już przeze mnie Raspaila i jego powieści „Król zza morza”. Otóż w specyficznej sytuacji Francji poddanej długotrwałej republikańskiej propagandzie próbuje on odpowiedzieć, jakie jest sens monarchii w sytuacji, gdy politycznie ta instytucja jest martwa i nie zanosi na jej reaktywację. Odpowiedź brzmi: najgłębszy sens monarchii jest sensem sakralnym. „Nie ma Boga, nie ma króla.”, „Król świecki- ktoś taki nie istnieje.” Tako rzecze Jean Raspail. A wtóruje mu inny Francuz Jean Paul Roux, który w swojej książce „Król. Mity i symbole” na podstawie analizy symboliki królewskiej pokazuje królewskość jest nierozerwalnie związana z sacrum. Polska szlachta była przywiązana do swojej wolności, nad Rzym cezarów przekładała rzymską Republikę, ale monarchę, którego sama wybierała uważała za pomazańca Bożego. Owi Sarmaci mieli lepsze wyczucie, czym jest królestwo niż niejeden polski monarchista. Bowiem czytając ich wypowiedzi mam wrażenie, że sens bycia królem upatrują oni w zakresie władzy monarszej. Tymczasem nawet w zachodniej Europie na przestrzeni wieków jej zakres nieustannie się zmieniał. Oczywiście ten sam błąd popełniają polscy republikanie uważający polskich monarchów elekcyjnych za dożywotnich prezydentów tak, aby im się to zgadzało z ich republikańską ideologią. Zresztą żeby pewne sprawy unaocznić to chętnie jednym i drugim wskażę króla, który tak naprawdę był dożywotnim prezydentem. Ba, jego państwo graniczyło z Rzeczpospolitą. Człowiek ów uważał, że nie jest Bożym pomazańcem a źródłem jego władzy jest umowa społeczna. On sam określał siebie, jako Pierwszego Obywatela swojego państwa. Tym kimś był władca Prus, Fryderyk II von Hohenzollern (zwany Wielkim). Choć zakres jego władzy był praktycznie nieograniczony to Prusy pod jego władaniem monarchią nie były, a Rzeczpospolita królestwem była. Nasze tradycje republikańskie są naszymi tradycjami monarchicznymi. Oczywiście wielu może oponować, ale proszę zauważyć, że nawet, jeśli szlachta w Rzeczpospolitej buntowała się przeciw monarsze to nigdy w imię sprzeciwu wobec zasady monarchicznej. Nie mieliśmy (dzięki Bogu) swojego Cromwella.
Link 08.06.2009 :: 15:57 Komentuj (28)
Obywatel arystokrata
Bardzo lubię czytać publicystykę związaną z pismem „Obywatel”. Środowisko związane z tym pismem w większości prezentuje pewien specyficzny typ lewicowości. Specyficzny jak na dzisiejsze standardy lewicowości. Pryncypialnie jednak podkreślają, że sprawiedliwość społeczna i egalitaryzm są drogie ich sercu. Osobiście wyznaję, że ludzie jednak potrzebują przewodników, którzy by ich prowadzili. Przychylam się, więc zdecydowanie do takich modelów społecznych, które można określić mianem elitaryzmu. Aczkolwiek myślę, że przyszli aristoi powinni wyciągnąć dwie lekcje z tego, co się przez kilka wieków wydarzyło. Pierwsza lekcja to świadomość, że pozycja społeczna i majątek nie są dane po to by się pławić w luksusach. To jest odpowiedzialność za innych członków wspólnoty, tych słabszych i gorzej sytuowanych. Druga zaś lekcja jest taka, że błękitna krew jest bardzo dobrym nawozem użyźniającym ziemię. Czyli arystokrata to wojownik, który staje zbrojnie w obronie państwa. Arystokracja, która tych lekcji nie przyswoi nie jest arystokracją, ale klasą próżniaczą. I sprawiedliwe jest pozbywanie się takiej klasy z państwa.
Przyszłym arystokratom doradzam lekturę „Obywatela”.
Cesarstwo Bizantyjskie
Oczywiście nie było takiego państwa. „Cesarstwo Bizantyjskie” to nazwa wymyślona przez zazdrosnych Latynów na określenie chrześcijańskiego okresu istnienia Cesarstwa Rzymian. Aż do końca Imperium, czyli do 29 maja 1453 roku jego mieszkańcy nie uważali się za Bizantyjczyków czy Greków (Hellenów) jeno za Rzymian. Ba, jeszcze w XIX wieku greccy chłopi w Anatolii mówili o sobie, że są Rzymianami.
„Tureccy Rzymianie”
Są takie zdania, że dążenie Turcji do integracji z Unią Europejską to nieporozumienie, gdyż albowiem Turcja należy do zupełnie innego rejonu cywilizacyjnego. Sęk w tym, że aspiracje Turków do europejskiego rejonu kulturalnego mają bardzo długą tradycję. W wyniku ekspansji Seldżukidów na tereny Imperium założone zostało w 1077 roku państwo o nazwie Sułtanat Rum(znajdował się on na terenie Anatolii). Rum to turecka nazwa Rzymu. Ów twór aspirował do podjęcia rzymskiego dziedzictwa. Upadł jednak w 1307 roku. Lecz nazwa Rum była nadal ważna dla zamieszkujących Anatolię Turków jako symbol ich państwa. W 1453 kiedy Mehmed II zdobywa Miasto każe siebie koronować na cesarza rzymskiego. W pewnym sensie można by więc uznać ekspansję Wielkiej Porty na tereny europejskie, jako próbę odtworzenia Cesarstwa Rzymian. Co ciekawe w Europie wcześniej Turcję uznawano za kraj europejski. Kiedy państwo Osmanów było w rozkwicie zachodni intelektualiści byli nim zachwyceni. Podobno ten zachwyt miał konkretny wyraz w stworzeniu filozofii politycznej absolutyzmu. W czasie zaś przewlekłego kryzysu Turcję nazwano „chorym człowiekiem Europy”. Co prawda kemalizm, który jest do dziś oficjalną ideologią Republiki Tureckiej, zrywa z tradycją osmańską to jednak nie do końca. Turcja według Mustafy Kemala miała być typowym nowoczesnym europejskim państwem. Można by rzec, że w tym był kontynuatorem władców Rumu i Mehmeda II.
Jak powstał Zachód?
Jak już jesteśmy przy sprawach związanych z Cesarstwem, to pozwolę sobie na małą refleksję na temat Zachodu. Czyli tego obszaru, który przez konserwatystów jest utożsamianych z cywilizacją łacińską. Część Zachodu przez długi czas należała do Imperium Rzymian. Po upadku jego struktur politycznych tradycję antyczną przekazał ludom Europy Kościół Katolicki tworząc w ten sposób cywilizację zachodnią. Jest to poniekąd prawda, ale nie cała prawda. Jako datę upadku cesarstwa na Zachodzie (niektórzy twierdzą, że to w ogóle był koniec Rzymu) podaje się 4 września 476. Co się wtedy stało? Germański wódz Odoaker zdymisjonował cesarza Flawiusza Romulusa Augusta, a jego insygnia odesłał do Konstantynopola. Sam uznał się za lennika cesarza Zenona Izauryjczyka. Czyli nic nie upadło. Z formalnego punktu widzenia Imperium miało wtedy jednego władcę. Jednak po pewnym czasie Zenon uznał, że Odoaker nie jest godnym zaufania i wsparł władcę Ostrogotów Teodoryka. Ten zdobył Italię i inne prowincje, którymi rządził Odoaker, a jego samego wraz z rodziną zamordował. Gocki władca początkowo kontynuował politykę zamordowanego poprzednika. Jednak później zerwał z Cesarstwem. Dlaczego? Zrobił to ze względów religijnych. Teodoryk był arianinem a władcy Nowego Rzymu wyznawali ortodoksyjnego chrześcijaństwo. Doprowadziło to do długotrwałej wojny pomiędzy Cesarstwem a Ostrogotami. I to starcie heretyków z prawowiernym chrześcijaństwem jest aktem fundacyjnym Zachodu. Ostrogoci przegrali, ale Cesarstwu nie udało się już odzyskać władzy nad zachodnimi prowincjami. Moim zdaniem ten akt politycznej apostazji pokazuje rozdarcie wewnętrzne Zachodu. Z jednej strony Imperium Rzymian, jako polityczny archetyp Europy i przywiązanie do Tradycji, zaś z drugiej strony Zachód, jako matecznik wszelkich herezji i rewolucji niszczących to, co chciałby bronić.
Link 29.05.2009 :: 17:28 Komentuj (16)
Sen 49
cześć II
„Ahmad” był więcej niż zadowolony. Przepełniała go radość. Wszystko szło zgodnie z planem. Wyłączył laptopa i rozejrzał się wokół. Nic podejrzanego nie zauważył. Zawołał kelnerkę i uiścił rachunek. Po opuszczeniu kafejki sprawdził czy nikt go nie śledzi. Również nic podejrzanego nie zauważył. Odprężył się i uśmiechnął. W sumie, kto mógłby w mężczyźnie o typowo słowiańskiej urodzie, ubranym w markowe ciuchy rozpoznać islamskiego szahida. W pracy, ani rodzinie nie mówił o duchowych owocach swoich wypraw na Bliski Wschód. Dla nich to były wyjazdy „japiszona” w poszukiwaniu egzotyki. Na początku tak w sumie było, ale potem wszystko się zmieniło. Niedługo zaś wszystko się zmieni także dla innych mieszkańców Polski, ba, dla wszystkich mieszkańców Polski. „Ahmad” doszedł na parking, na którym był zaparkowany jego samochód i rozejrzał się dokoła. Widział w oddali tłum ludzi zmierzający w kierunku olbrzymiego centrum handlowego. Nie mógł już doczekać się tej chwili jak będzie widział podobny tłum w przestrachu uciekający przed uwolnionym żywiołem ognia. Rozradował się tą wizją i wsiadł do samochodu. Chwilę po przekręceniu kluczyka w stacyjce jego pojazd eksplodował. Ciało „Ahmada” pochłoną uwolniony żywioł ognia.
„Timur” z uwagą studiował meldunek o zlikwidowaniu polskiej komórki Al-Kaidy. Odczuwał przy tej lekturze swego rodzaju satysfakcję. Nie cierpiał tych Lipków, którzy zbuntowali się przeciw Rzeczpospolitej. Rozumiał ich racje, ale zdecydowanie nie podzielał drogi, jaką wybrali. Z powodów chronologicznych byli po za jego zasięgiem. Zabicie tych fanatyków było poniekąd jak dopadnięcie tamtych buntowników. Innego rodzaju satysfakcją był fakt, że wśród terrorystów nie było żadnego Tatara. Choć akurat to było zapewne posunięciem taktycznym. Jednak lepiej się zabezpieczyć na wszelki wypadek. Timuryda nie miał nic przeciwko studiom teologicznym, ale niekoniecznie muszą się one odbywać w Arabii Saudyjskiej. Trzeba w końcu się wziąć za mocniejszą ochronę rodzimej tradycji islamskiej. Jego wzrok padł na zdjęcie wraku samochodu. Te szczątki to była wiadomość dla facetów z Bliskiego Wschodu, żeby lepiej nie próbowali uskuteczniać swojego dżihadu na terenach Rzeczpospolitej. O ile nie są głupi to zrozumieją. Miał nadzieję, że nie są nierozsądni, bo miał teraz problem znacznie poważniejszego kalibru niż religijni fanatycy.
Pomieszczenie było dość ascetycznie urządzone. Na ścianach nie wisiały żadne ozdoby. Na podłodze znajdowała się zwyczajna wykładzina dywanowa. Z mebli była tylko duża sofa i dwa krzesła. Jedno z nich zajmowała kobieta, o przeciętnej urodzie ubrana jak typowa bizneswoman. Naprzeciwko niej na owej sofie siedziało potulnie, jak uczniowie sprzed czasów karty praw uczniów, trzech mężczyzn. Niejeden zdziwiłby się widząc ich razem. Maciej Grzegorzewski był przedstawicielem radykalnej lewicy. Na początku był ortodoksyjnym trockistą, lecz ostatnio zaczął się skłaniać do przejścia na pozycje maoistowskie. Zawsze jednak był zdecydowanym wrogiem kapitalizmu, Kościoła i bogaczy. Natomiast siedzący obok niego Janusz Mikulski lubił siebie określać mianem bolszewika, lecz zawsze dodawał, że jest „bolszewikiem wolnego rynku”. Jego biblią były pisma klasyków myśli libertariańskiej. Choć w związku nadwiślańskimi realiami mawiał o sobie również, że jest „chrześcijańskim randystą”. Nie miało to, co prawda większego sensu, ale było chętnie podchwytywane przez prawicowych młodzieńców. Zaś obok Mikulskiego zasiadł Jan Tomicki- gwiazda narodowej rewolucji. Nikt tak jak on nie umiał wykładać zawiłości doktryny narodowej i demaskować kosmopolityczno- żydowskich spisków wymierzonych „w naszą umęczoną Ojczyznę”. Wierne grono jego fanów uważało go za giganta równego panu Romanowi. Wszystkich ich trzech łączyła owa kobieta, którą znali pod imieniem Ananke. Była ona swego rodzaju ich oficerem prowadzącym. To ona wybierała im ideologie, jakie mają reprezentować i dyskretnie wspomagała ich kariery. Oni zaś najlepiej jak mogli starali się wypełniać jej polecenia. Dziś jednak nie bardzo mieli się, czym pochwalić przed swoją panią. A ona wyraźnie okazywała swoją dezaprobatę.
-Jak to? Zupełnie nic? Niczego się nie dowiedzieliście?- mówiła przeszywając ich swoim wzrokiem.
Tak nieustraszeni w akcjach politycznych fajterzy kulili się pod jej spojrzeniem. W końcu Grzegorzewski zdobył się na odwagę.
-To musi być robota kogoś zupełnie z zewnątrz.
-Chyba oszalałeś- stwierdziła ostro Ananke- Dawno już wykluczyliśmy by zrobił to ktoś z konkurencji.
-Wiem. Jak mówiłem o kimś zewnątrz to nie myślałem o kimś z zewnątrz Polski.
-Mów dalej.
-Uznaliście, że ostatnie straty ponieśliście albo wyniku działań konkurencji albo wyniku zdrady, że ktoś od nas chciał ugrać coś dla siebie. Ale to niedorzeczność. Każdy, kto jest choćby na najniższym stopniu wtajemniczenia rozumie, że z Organizacją nie warto zaczynać. Posłuszeństwo o wiele bardziej się opłaca. A czyż te różnorakie tajemnicze wypadki i załamywania się karier nie wspomaga owego posłuszeństwa odpowiednią dozą strachu? Nie, to, co się ostatnio dzieje nie jest wynikiem buntu.
Grzegorzewski na chwilę zawiesił głos, a potem oświadczył:
-Myślę, że to ktoś stąd, z Polski. Ktoś, kto od dawna szykował się do przejęcia władzy i teraz usuwa stojące ku temu przeszkody. Razem z chłopakami przygotowaliśmy raport. Nie mamy ostatecznych dowodów, ale mamy pewne poszlaki, które wskazują, że ta teoria może być prawdziwa.
-Macie go tutaj?
Grzegorzewski skinął głową i spojrzał na Tomickiego. Ten z swojej torby podróżnej wyciągnął tekturową teczkę i podał ją Ananke. Ta na kilkanaście minut zatopiła się w lekturze raportu. Nie doczytała go jednak do końca. Spojrzała z uwagą na swoich podopiecznych.
-Ciekawe, ciekawe. Podeślę to do góry. Jeżeli ten trop okaże się wartościowy, to nagroda was nie minie.
Ananke wstała i zaczęła rozpinać żakiet.
-Dobra, teraz wyskakujcie z ubrań i mam nadzieję, że dziś sprawicie się lepiej niż ostatnim razem.
cdn
Link 26.05.2009 :: 20:41 Komentuj (5)
Z teki Anarchy
(Rzecz dzieje się w mieszkaniu Babci Anarchy.)
Babcia Anarchy: Już się zaczęła kampania wyborcza. Jeden taki wisi już na słupach.
Rodzice Anarchy: Kto?
Anarcha: Poseł N. I niestety nie on wisi tylko jego plakaty.
Link 05.05.2009 :: 17:48 Komentuj (11)
Co z tą świńską grypą?
Kiedy kilka dni temu pisałem tekst o świńskiej grypie oficjalna virus hit list wynosiła 103 osoby. Potem w ciągu dwóch dni ta liczba wzrosła do 150. Zaś następnie 1 maja Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że na świńską grypę zmarło na świecie… 8 osób. Na chwilę obecną WHO podaje następujące statystyki: 985 przypadków zachorowań i 26 zgonów(dane z 4 maja 2009). Różnica pomiędzy poprzednimi statystykami podawanymi przez media jest więcej niż znaczna. Zaczynają się pojawiać opinie o tym, że ten wirus grypy nie jest aż tak groźny i że sztucznie generuje się stopień zagrożenia pandemią. O co może chodzić?
Od kilkunastu lat naukowcy ostrzegają, że pandemia grypy jest nieunikniona. Zapewne pewna grupa osób zbudowała sobie na tym twierdzeniu karierę zawodową. Co jakiś czas muszą, więc przypominać, szczególnie panom od pieniędzy, że wirusowy miecz Damoklesa wisi nad ludzkością. Zwłaszcza teraz, kiedy mamy kryzys i decydenci zastanawiają się szczególnie nad wydatkami. Kwestie ekonomiczne wskazują także na dwie inne grupy, którym mogło zależeć na rozpętaniu medialnej gorączki. Pierwsze to firmy farmaceutyczne. Nic tak nie napędzi klientów jak wizja śmiertelnej pandemii, która może zagrozić każdemu. Druga grupa to media. Dla nich także groźny wirus jest mechanizmem napędzającym klientele. Być może mamy do czynienia z pandemią, ale taką, która drenuje nasze kieszenie.
Jest jeszcze pewien aspekt psychologiczny, który tłumaczyłby tak gorączkowe zainteresowanie potencjalną pandemią grypy. W dwudziestoleciu międzywojennym w USA H.P.Lovecraft i R.E.Howard toczyli między sobą spór na temat, co jest stanem naturalnym ludzkości. Samotnik z Providence uważał, że cywilizacja. Zaś twórca Conana, że barbarzyństwo. W tym czasie zza Oceanem tryumf święciły różne ugrupowania radykalne twierdzące, że obecne status quo to iluzja skrywająca brutalną rzeczywistość. II wojna światowa była eksplozją brutalności. Po czym ludzkości znowu narzucono konwenanse mające kiełznać agresję. Lovecraft zapewne ze wstrętem odwrócił się od obecnego porządku, ale możemy obecnie powiedzieć, że żyjemy w czasie tryumfu cywilizacji. Jednak takie tematy jak różnorakie konflikty zbrojne, kryzys gospodarczy, efekt cieplarniany, pandemia grypy przypominają ludziom, że stąpamy po kruchym lodzie, pod którym kłębią się ciemne, barbarzyńskie żywioły. I ludzie przestraszeni zadają sobie pytanie- czy to już?
Link 27.04.2009 :: 18:47 Komentuj (1)
Kto podłożył "świnię" Meksykowi?
Jednym z tematów nr 1 mediów w obecnej chwili jest świńska grypa. Na dzień dzisiejszy 103 osoby zmarły na nią w Meksyku a 1614 jest zarażonych. Chorzy są już w USA, Nowej Zelandii i w niektórych krajach europejskich. Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że ten rodzaj grypy może doprowadzić do światowej pandemii. Choć niektórzy specjaliści uważają, że ten wirus nie jest tak groźny jak na przykład ten, który wywołał pandemię hiszpanki. Aczkolwiek pomiędzy obecną epidemią a wydarzeniami z lat 1918-1919 zachodzą pewne niepokojące podobieństwa. Można tę sprawę potraktować oczywiście, jako kolejny przykład „totalnej mobilizacji” prowadzonej przez „virus hunterów”, którzy w ten sposób chcą pokazać jak bardzo są potrzebni. Ich alarmistyczne komunikaty związane z ptasią grypą nie za bardzo się sprawdziły, więc teraz znaleźli sobie inne groźne „zwierzątko”. Jednak jest coś, co każe mi się oprócz względów medycznych bardziej niepokoić sprawą świńskiej grypy.
Bezpośrednio przed samymi wyborami prezydenckimi w USA Joe Biden (obecny wiceprezydent USA) i Colin Powell ogłosili, że gdyby Obama wygrał wybory to w pierwszych miesiącach swojej prezydentury będzie musiał się zmierzyć z wielkim kryzysem międzynarodowym, który go przetestuje, jako przywódcę wolnego świata. Analitycy wskazywali wtedy, że zapewne chodzi o sytuację na Bliskim Wschodzie, a konkretnie o irański program nuklearny. Za taki test można by też uznać obecny światowy kryzys gospodarczy. Jednak wszystkie te problemy wymagają czasu i żmudnej pracy. Na dodatek są obciążone ryzykiem podejmowania niepopularnych decyzji, co w przypadku możliwej klęski może definitywnie złamać karierę polityczną decydenta. Tymczasem wokół Obamy wytworzyła się istna atmosfera mesjańska. Co ciekawe swoje nadzieje na lepsze jutro składają na jego osobę nie tylko obywatele USA, ale także mieszkańcy innych państw. Pandemia to sytuacja w czasie, której „mesjasz” z Waszyngtonu może się wykazać swoim zdecydowaniem. Nawet trudne decyzje będzie demosowi łatwiej znieść, gdy widmo śmierci zajrzy im w oczy. Zaś skuteczna akcja pod przewodnictwem prezydenta Obamy, która by zapobiegła zdrowotnej katastrofie na pewno podniosłaby jego notowania.
To, że epidemia grypy wybuchała w Meksyku też może nie być przypadkiem. Kraj graniczący z USA, który coraz bardziej jest destabilizowany przez narkotykowe kartele. Często ci, którzy powinni stać na straży prawa zaczynają służyć bossom podziemnego świata. Wynika to także z faktu, że wielu Meksykanów uważa narkobiznes za swego rodzaju patriotyczny ruch, który mści się na przeklętych gringos za klęski jakie sprowadzili na ich kraj. Podłożenie „świni” mogłoby być zręcznym odwetem za zatruwanie amerykańskich obywateli. Narkotyki biorą przeważnie młodzi. Najwięcej chorych na świńską grypę to właśnie ludzie młodzi. Zmniejszenie populacji Meksyku w segmencie ludzi młodych to także mniej żołnierzy, także tych służących mafijnym szefom. A przy okazji udzielania sąsiadowi pomocy zdrowotnej „wielki brat” może osiągnąć także inne cele.
Oczywiście jak jest naprawdę to się może przekonamy albo i nie. Dyplomatyczno-wywiadowcza strefa cienia nie lubi wyjawiać swoich tajemnic. A na zbyt dociekliwych ma na podorędziu różnorakie „zwierzątka”.
Link 23.04.2009 :: 12:29 Komentuj (2)
(1) Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli.
(2) Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swoich synów ma być przekazywane w spadku dziejowym z pokolenia w pokolenie.
(3) Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę Państwa.
(4) Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i swoim imieniem.
Artykuł pierwszy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1935 roku
Gdyby to ode mnie zależałoby, to zamiast 3 maja świętowalibyśmy 23 kwietnia. A jako, że tak nie jest wielka majówka jest bezpieczna. Zresztą nie ma w obecnej Polsce sił politycznych, którym zależałoby na uczczeniu kolejnych rocznic uchwalenia Konstytucji kwietniowej. Jak na obecny dyskurs jest ta ustawa zasadnicza zbyt autorytarna i nie uwzględnia pluralizmu przekonań. Choć jej grzechem kardynalnym jest nie tylko nie-demokratyczność. Konstytucja kwietniowa nie jest kalką jakiś zachodnich trendów jak konstytucja 3 maja czy konstytucja marcowa. To produkt bardzo polski. I tu jest bieda. Jak z czymś takim na salonach się pokazać, z czymś takim prowincjonalnym, pozbawionym europejskiego szyku? Dla tych jednak, którym europejskość nie myli się z wyparciem polskości proponuję, aby pamiętali o tej zapomnianej konstytucji i ludziach, którzy ją stworzyli.
(Że co, że konstytucja kwietniowa została wprowadzona niedemokratycznie. Żuczki sprawdźcie sobie, w jaki sposób została „uchwalona” konstytucja 3 maja.)
Link 22.04.2009 :: 13:22 Komentuj (2)
"Ewangelia według świętego Janusza"
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał kapłanów i lewitów, oraz modlących się. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni. I wołał donośnym głosem: „Precz stąd! Nie róbcie z targowiska Ojca mojego socjalistycznego przytułku!”. Zaraz potem zaprosił bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Dziwili się temu jego uczniowie. A Jezus rzekł: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, łatwiej będzie wielbłądowi przejść prze ucho igielne niż biedakowi osiągnąć zbawienie w Dniu Ostatecznym”.


